Strona główna

poniedziałek, 31 lipca 2017

#2 BEZ WINY, MIA SHERIDAN



Podstawowe informacje:

Oryginalny tytuł: Grayson's Vow
         Data wydania: 28 września 2016
          Liczba stron: 384
 Wydawnictwo: Otwarte klik


  "Forget the prince and princess. I always imagined the real story was between the witch and the dragon."




Opis:
Kira nie ma grosza przy duszy, za to mnóstwo kłopotów. W przeszłości odebrano jej to, co najważniejsze. Teraz musi postawić wszystko na jedną kartę, aby odmienić swój los.

Grayson walczy o przerwanie pasma życiowych niepowodzeń, ale przytłaczający ciężar wyrzutów sumienia kruszy resztki jego nadziei na lepsze jutro. Kira składa mu propozycję, która może go ocalić. Wystarczy tylko, że złoży przysięgę, nawet jeśli nie zamierza jej dotrzymać…

Obiecali sobie wieczność, nie wiedząc, że jedna chwila może odmienić całe życie.

Czy miłość da im kolejną szansę, choć żadne z nich nie jest bez winy?


Coś ode mnie:

Przyszedł ten czas kiedy po kilku dniach od przeczytania książki, nie nadal nie wiem co o niej myśleć. Ta recenzja będzie pewnego rodzaju pomocą dla mnie, żeby uporządkować sobie moje odczucia z nią związane, pewnie dlatego będzie zarazem chaotyczna.

Na wstępie chcę zaznaczyć, że wcześniej nie spotkałam się z twórczością Mii Sheridan. "Bez winy" to moja pierwsza książka tej autorki i raczej na pewno sięgnę po kolejne jej pozycje.
Kurczę... nawet nie wiem od czego zacząć.... Dobra lecimy z grubej rury na początek ;) GRAYSON, czyli jeden z głównych bohaterów. To była chyba najbardziej wkurzająca postać, w jak dotąd przeczytanych przeze mnie książkach.   
Niby arogancki i nieziemsko przystojny facet z łapiącą za serce przeszłością, ale jak dla mnie był taki jakiś nijaki. I oczywiście, na każdym kroku myślał o seksie. Przez to sprawiał wrażenie ordynarnego.
Dalej.
Kira. Wydaje mi się, że to najlepiej wykreowana postać w tej powieści. Ma charakterek, dzięki swojemu sprytowi potrafi znaleźć wyjście z każdej, nawet najgorszej sytuacji. Jednak w połowie książki i ona zaczęła mnie lekko denerwować. Zmieniła się pod wpływem Graysona. Ale dość już o bohaterach, przejdźmy do fabuły. Bez spoilerów oczywiście.

Mia Sheridan miała wspaniały pomysł na fabułę i dobrze go wykonała. Uczucie dwóch osób z dwóch kompletnie różnych środowisk a w tle piękna, stara winnica. To już mówi samo za siebie, zachęcając do przeczytania.


Już pod koniec książki, momentami wydawało mi się, że opowieść jest za bardzo przesłodzona. Zaufanie wiążące głównych bohaterów było nierzeczywiste. Grayson na za dużo sobie pozwalał  pod koniec. 

Ale zupełnie nie ma to wpływu na całokształt powieści. Mia Sheridan ma potencjał do pisania obyczajówek. Jej książki będą idealne zarówno latem jaki i w jesienne, deszczowe wieczory.

Muszę też zwrócić uwagę na wydawnictwo. 
Podoba mi się sposób wydawania książek tej autorki. Przede wszystkim piękne i pasujące do siebie okładki. Poza tym tytuły, które nie stanowią dokładnego tłumaczenia, jednak pasują do treści książki oraz do siebie nawzajem. 

"Prawdziwa miłość to największy skok na główkę, jaki istnieje."



środa, 26 lipca 2017

#1 Norweska fantastyka, czyli DZIECKO ODYNA, SIRI PETTERSEN


Podstawowe informacje:

Oryginalny tytuł: Odinsbarn
                     Data wydania: 17 maja 2016
   Liczba stron: 648
Wydawnictwo: Rebis klik


"-Jestem Hirka. Hirka bezogoniasta.
-Żyjesz, Hirko?
-Tak. Żyję.
-To dobrze."


Opis:

"Wyobraź sobie, że brakuje ci czegoś, co mają wszyscy inni. Czegoś, co stanowi dowód na to, że należysz do tego świata. Czegoś tak ważnego, że bez tego jesteś nikim. Jesteś zarazą. Mitem. Człekiem."

Coś ode mnie:

   Prawdziwa gratka dla fanów fantastyki, którzy chcą spróbować czegoś nowego i przenieść się do magicznego kraju "Ym". Autorka w bardzo plastyczny sposób wykreowała świat, w którym żyją stworzenia z pozoru przypominające ludzi, jednak nimi nie są. Nazywają się aetlingami. Mają ogony. Mogą czerpać. Żyje w nich Evna. 
   Hirkę, główną bohaterkę, poznajemy już jako niemowlę, w trakcie istotnej sytuacji, która będzie miała ogromny wpływ na jej życie. W trakcie lektury dowiadujemy się jak potoczą się jej dalsze losy. 

  Możecie mi wierzyć, że przez pierwsze sto stron kompletnie nie ogarniałam fabuły. Wszystko mi się mieszało i nie wiedziałam, tak naprawdę, na czym stoję. Jednak nie poddałam się i czytałam dalej, i dobrze, że tak zrobiłam. Pozytywne zaskoczenie, świetni bohaterowie, wspaniale wykreowany świat. 

  Po przeczytaniu, patrząc na całokształt, momentami przypomina mi się "Pieść Lodu i Ognia" Martina. Dlaczego? Myślę, że można to podsumować w ten sposób:
  
     Nocna Straż=Ciemne Cienie
Biali Wędrowcy/ Inni=Ślepi
Cersei Lannister= Ilume An-Elderin
  
  Oczywiście nie sądzę, że Pettersen zrobiła to celowo. Są to po prostu porównania, które nasunęły mi się podczas czytania. 

  Ale żeby nie popadać w same zachwyty, trzeba wymienić też minusy. Jednym, raczej najważniejszym i najbardziej zauważalnym, jest schematyczność co do jednego z wątków. Chodzi tu o postać Hirki i Rimego. Bo ile już było książek o wiążącym uczuciu dwóch osób ze skrajnych warstw społecznych? Praktycznie w co drugiej książce się to pojawia. Tak też zdarzyło się w tej. Jednak dla osoby nieczytającej i nieznającej aż tak dużo książek, ten schemat nie będzie się rzucał w oczy. Nawet dla "weterana książkowego" będzie on tylko lekko zarysowany, lecz to nie zmienia faktu, że takowy się tam znajduję. 

"Rozpamiętywanie błędów popełnionych przez innych to niebezpieczna zabawa. Szybko zbiera się ich zbyt wiele. A jeśli uznasz je za własne, to tylko pogarsza sprawę."


  Muszę też wspomnieć, że wydawnictwo REBIS odwaliło kawał dobrej roboty z oprawą graficzną. Przede wszystkim nie zmienili szaty graficznej okładki, a to wielki plus; są "skrzydełka" co się chwali, bo książka się tak szybko nie niszczy; no i ta piękna mapa w środku... Chyba jak dotąd najlepsza, którą spotkałam.

  Anyway, jako polecenie możecie uznać, to, że tą książkę wypożyczyłam, ale dodałam już ją do swojej "megadługiejlistyksiążekdokupienia" i to powinno wam wystarczyć ;) Lećcie ją przeczytać!